Jeśli tu jesteś to pewnie interesuje Cię czym jest ADHD albo jesteś przed lub po diagnozie, albo znasz kogoś z ADHD i chcesz tę osobę zrozumieć. Czy dobrze trafiłam?
O ADHD słyszy się coraz częściej, i jak zawsze w takim przypadku pojawiają się głosy, że to moda, że każdemu teraz się diagnozuje, że to wymówki. Sraty pierdaty. To jakby po odkryciu insuliny mówić, że modą jest diagnozowanie cukrzycy typu 1 i to tylko wymówki, żeby żyć a nie umierać z nadmiaru glukozy w krwioobiegu.
Mamy coraz większą wiedzę na temat zaburzeń neurorozwojowych, diagnostyki, leczenia, terapii mającym pomóc w codziennym funkcjonowaniu osobom, które żyją z ADHD. Mamy także coraz większą wiedzę na ten temat jak przez lata można maskować objawy i względnie funkcjonować bez lub z błędnymi diagnozami. I mamy w końcu wiedzę, że ADHD nie znika magicznie w wieku 18 lat, wraz z otrzymaniem plastiku pozwalającego na głosowanie i browarka.
Czy warto się diagnozować?
Nie jestem lekarzem psychiatrą, który stawa diagnozę, nie jestem jeszcze dyplomowanym psychologiem, który może w tym kierunku wystawić opinię, ale jestem studentką neuropsychologii oraz szczęśliwą posiadaczką AuDHD, czyli jednocześnie spektrum autyzmu oraz ADHD. Także coś tam wiem, a swój wpis opieram o badania naukowe. Nie traktuj jednak mojego wpisu jako porady medycznej i jeśli podejrzewasz, że możesz być jednym z nas, nadpobudliwców, idź to po prostu sprawdź. Jasne, diagnostyka nie jest tania i możesz zadać sobie pytanie „na co to komu”. Tym bardziej jeśli „jakoś” sobie radzisz albo nie czujesz potrzeby. W tym drugim wypadku no to jasne, nie każdy musi być zdiagnozowany, to prawda. Nie każdy też musi, albo nawet nie każdy tez może brać leki, ale in my opinion, jeśli diagnoza miałaby nawet w najmniejszym stopniu pomóc Ci zrozumieć siebie i odpierdolić się od niektórych rzeczy, które robisz i wydają się „niewłaściwe” względem osób neurotypowych (czyli nie mających zaburzeń neurorozwojowych) to warto.
Co mi dała diagnoza ADHD?
W kilku zdaniach powiem co diagnoza dała mi, może pomoże Ci to trochę zrozumieć o czym mówię. Moja diagnoza nie była łatwa i droga do niej była długa. Najpierw w wieku 19/20 lat zdiagnozowano u mnie borderline. Później, po wielu latach cPTSD, spektrum autyzmu, epizody depresji. Podjęłam się nty raz terapii i w końcu, po tych 12!!! Latach trafiłam właściwie. Mniej więcej po roku terapii doszłyśmy do wniosku z terapeutką, że niektóre rzeczy, które nie zmieniły się po wpływem terapii BPD i depresji, a nie były „typowe” dla autyzmu mogą po prostu być elementem spektrum ADHD, tym bardziej, że w opinii psychologicznej sprzed lat była wzmianka o nadpobudliwości psychiczno-fizycznej. I tak oto, po otrzymaniu opinii od terapeutki, spakowaniu całej dokumentacji leczenia ze wszystkich lat zjawiłam się u lekarza, który bez najmniejszego wahania, po rozmowie ze mną stwierdził, że zdecydowanie „widać to po mnie”. Ale to nie tak, że z miejsca wlepił mi papiurek, że proszę masz i proszę leki. Co to to nie. Wysłał mnie na badania, kazał obserwować swoje zachowania, wypełniać testy, a później przeprowadził diagnostykę i wydał werdykt. Proszę Pani, tak, to ADHD. I wtedy zaczęła się moja przygoda z leczeniem.
Pierwsze „aha, to po prostu ja” przyszło z diagnozą spektrum autyzmu, drugie z diagnozą ADHD. Odczepiłam się od siebie, że jestem wybiórcza, niezdarna, że mam sensoryczne doznania, które sprawiają, że jestem nadwrażliwa na wiele bodźców. Że potrzeba własnej przestrzeni i nie spędzanie czasu z ludźmi, że potrzeba pracy z domu, że potrzeba schematów, problemy z koncentracją i skupieniem, że skakanie z zadania na zadanie, potok działań bez finału, pamięć złotej rybki to po prostu ja, a nie lenistwo, wymówki, dziwactwo. Oczywiście tych aspektów jest znacznie więcej, ale nie o mnie ten wpis jest.
Mit ADHDowego chłopca, czyli komu diagnoza?
Ten wpis jest o ADHD czyli zespole nadpobudliwości psychoruchowej deficytem uwagi, jeśli mielibyśmy określić go profesjonalnie. Jak już wspomniałam, jest to zaburzenie neurorozwojowe, które charakteryzuje się nieuwagą, impulsywnością i nadpobudliwością. Kojarzy się głównie z dzieciństwem i przede wszystkim chłopcami, ale nie jest to kryterium diagnostyczne, ponieważ ADHD utrzymuje się także w wieku dorosłym i dotyczy także kobiet. Trudność w diagnostyce u kobiet polega na tym samym co utrudnia diagnostykę spektrum autyzmu – kobiety znacznie częściej i znacznie lepiej maskują objawy, sztucznie dostosowując się do norm społecznych wpajanych im przez lata. I brzmi fajnie, nie? Tylko maskowanie ma swój koszt, przede wszystkim emocjonalny i budujący szereg zaburzeń psychicznych, w tym epizody depresyjne.
Diagnozowanie ADHD jest trudne, ponieważ wiele z objawów może być powiązane z innymi zaburzeniami zarówno osobowości jak i chorobami psychicznymi. Z mojego doświadczenia i obserwacji społeczności ADHD wynika, że spotyka się to z niezrozumieniem (by tak rzec – Otis), że to jest jeden z powodów, dla których sama diagnoza może trwać lata i być poprzedzona nieprawidłowymi, lub jak w moim wypadku trafnymi, zróżnicowanymi diagnozami i potrzebą terapii, by wyodrębnić to co „nami jest” od tego „co się wykształciło”. Sama nazwa „spektrum” sugeruje, że tu jest wór zachowań i szereg objawów, a nie standardowa lista do odhaczenia.
Objawy od zawsze czy nie zawsze? I czy na zawsze?
Jedną z podstawowych, najważniejszych i niezmiennych cech jest fakt iż objawy były obecne już w dzieciństwie – jeśli pojawiły się później, jest to kwestia RACZEJ innych problemów. Oczywiście maskowanie może mieć miejsce już w okresie dojrzewania, ale objawy są pierwsze, potem jest, powiedzmy, „wychowanie” i adaptowanie się.
Kryteria diagnostyczne, w swoim fachowym i sztywnym opisie, mówią o utrzymującym się wzorcu uwagi i/lub nadpobudliwości impulsywności, które negatywnie wpływają na funkcjonowanie społeczne, akademickie lub zawodowe, początkiem objawów (i w zależności od kryteriów, czy to DSM-5 czy ICD-11) w wieku 7/12 lat.
I ten element pojawiający się po „które” to moim zdaniem ten utrudniający diagnozę, bo co to znaczy „wpływają negatywnie” na funkcjonowanie społeczne? Jeśli ktoś się zaadaptował studiuje, pracuje, ma życie towarzyskie to już nie ma ADHD? A gdy jego baterie społeczno-emocjonalne nigdy nie są załadowane w 100% i płaci za to depresją, bezsennością czy kompulsywnością to już ma? To jest naprawdę trudna kwestia, spojrzeć tak głęboko w człowieka i podąć się wystawienia diagnozy. Rozumiem, że pacjenci są sfrustrowani, bo płacą i wymagają, ale czasem mam wrażenie, że idą już do gabinetu z diagnozą w głowie i jak to tak, trzeba kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt spotkań by zrozumieć to co w mózgu siedzi.
Skrzynka narzędziowa psychiatry i psychologa
Do typowych narzędzi, które w tym badaniu, szukaniu i analizowaniu pomagają, należą wywiad diagnostyczny DIVA-5.0 oraz Skala Samooceny ADHD u Dorosłych (ASRS). Niektórzy diagności korzystają jeszcze z innych formularzy, z którymi ja osobiście się nie spotkałam i być może od innych osób diagnozowanych usłyszycie że DIVA to bullshit albo, że nie wolno jej dawać pacjentom i jak to tak. Bullshit na pewno to nie jest, bullshitem jest twierdzenie, że na podstawie testu lekarz wystawia ocenę. Dla niego DIVA, która jest zestawem pytań o objawy w dzieciństwie i teraz, jest takim pierwszym punktem odniesienia. Tak jak dla mnie wywiad zdrowotno-żywieniowy pacjenta, jest wstępem do pogłębienia kwestii, które się w nim pojawiają. Lekarz na podstawie odpowiedzi pacjenta decyduje, czy jakiś z elementów wymaga głębszej analizy, czy w ogóle ma on zasadność w spektrum objawów, nawet jeśli do nich należy. Lekarz bierze od uwagę cała historię pacjenta, nie tylko kwadraciki na kartce.
Rozumiem oburzenie osób, które twierdzą, że jak to lekarz daje do wypełnienia. To test, który powinien znajdować się przede wszystkim w rękach specjalisty i być dla niego drogowskazem. Zawiera w sobie dziesiątki pytań, które wg niektórych mogą być tendencyjne. Jednakże patrząc na to, jak pacjenci narzekają na „sztuczne” wydłużanie czasu diagnozy nie dziwię się, że lekarze decydują się niektórym osobom dać ten papier i nie „tracić” dwóch spotkań na wspólne przejście przez schemat.
Ważne i często niezwykle trudne (i w moim wypadku niemożliwe) jest uzyskanie informacji od rodziny, na temat objawów w dzieciństwie. Pacjent sam w sobie może mieć mylny obraz tego jak funkcjonował, nie pamiętać wielu rzeczy. Problem pojawia się wtedy, gdy osoby, które powinny pomóc w prawidłowej diagnozie staja okoniem, bo na przykład „wymyślasz, my jesteśmy normalni, leki na adhd to narkotyki, adhd to wymysł”. Niestety leczenie psychiatryczne wciąż, choć coraz mniej, jest stygmatyzowane, a osoby diagnozujące się nierzadko mają trudną sytuację rodzinną. Jednak, jak w moim wypadku, nie jest to całkowicie niemożliwe, by bez tego elementu diagnozę postawić.
Co to się stanęło? czy to je ADHD
Dobra ja tu pitu pitu, choć ważne, ale wciąż nie przedstawiłam CI tego, pewnie najbardziej interesującego, elementu jakim są objawy. I tu naprawdę jest trudno, bo każdy z ADHDowców może działać zupełnie inaczej (pomijając już nawet maskowanie). Kiedyś dzielono ADHD na ADHD i ADD, ze względu na to, że nie każdy miał objawy fizyczne, ale w tej chwili określa się po prostu typy ADHD. Nadpobudliwość z przewagą nieuwagi, nadpobudliwości-impulsywności, mieszaną, inną określoną oraz nieokreśloną. Ja znam jeszcze podział na z przewagą nadpobudliwości fizycznej, psychicznej i typ mieszany, ale myślę, że najlepiej trzymać się tej najnowszej klasyfikacji.
Multitasking bez multifokusingu
Co może wskazywać na ADHD? Na przykład przeskakiwanie z zadania na zadanie, szczególnie nieświadomie – szedłeś złożyć pranie, a nagle robisz przegląd schowka i porządkujesz śrubki zbierane 20 lat? Pisałaś magisterkę, a okazuje się, że szeregujesz w szafce kubki kolorami i rozmiarami? Znajdujesz 2 dni później w pralce połowę nie wyjętego prania? Połowa Twoich ubrań jest złożona połowa zbiera się na krzesło-szafie? Orientujesz się, że jedno z otwartych okien w komputerze to w połowie napisany mail, gdzie trzeba się podpisać i nacisnąć wyślij i przecież robiłaś to 5 godzin temu? Albo świadomie – po prostu tak szybko „nudzisz się” zadaniem, że piętrzy CI się stos niedokończonych i zaczynasz kolejne? Nie musi to dotyczyć obowiązków. Może to dotyczyć Twojego hobby, przyjemności, czegoś co lubisz. Ja teraz mam hiperfokus na dzierganie. I mam zaczętych z 5 czy 6 robótek. Bo jak dziergam to w trakcie jakaś mi się nudzi i przeskakuję n inną. Nauczyłam się już robić to na tyle świadomie, że póki co nie porzuciłam nowego, naprawdę fajnego hobby, bo rotuję zadaniami tak, żeby nie znudzić się tym co lubię. Jak to było z szyciem, tworzeniem biżuterii, robieniem muzyki i milionem innych rzeczy, w których próbowałam robić na siłę coś do końca, zamiast świadomie skakać między elementami, żeby dopasować to do mojego funkcjonowania.
Nie nie, wcale nie piszę tego posta na 700 razy. Wcale nie zmieniam co chwila na pisanie i robienie czegoś innego, żeby nie rzucić tego w pizdu, jak milion innych zaczętych zadań. Pozdrawiam mój ebook, o którym mówię coraz częściej, żeby sobie o nim przypominać.
Ty słyszałeś co Ci powiedziałem, czy nie słyszałeś co Ci powiedziałem?
Kolejne co może być drogowskazem to problem ze słuchaniem. A w zasadzie słuchaniem wtedy, gdy ktoś kieruje swoje słowa bezpośrednio do Ciebie lub próbujesz usłyszeć jakąś bardzo ważną rzecz, co łączy się poniekąd z następnym punktem – działaniem według instrukcji. Ale najpierw – może znasz to uczucie, gdy patrzysz na kogoś, ktoś do Ciebie mówi a w Twojej głowie nagle odpala się Darude Sandstorm, lista zakupów albo rozważania na temat ostatniego odcinka serialu? Albo o, gdzieś w tle ktoś mówi o pasztetowej, ten samochód z lewej wydaje dziwne dźwięki, pewnie to będzie srogo kosztowało właściciela, w zasadzie to dzisiaj jest środa, to chyba trzeba wstawić pranie, żeby było na weekend. O kurdebele, przecież ten ktoś do mnie coś mówił. Przecież wyjdę na idiotę albo kogoś, kto ma w rozmówcę wywalone… Jeśli nie znasz tego uczucia, to zapewniam Cię, że to koszmar. Jeśli znasz… może diagnoza? Jeśli zgadza się jeszcze więcej czynników?
Co oczy widzą, tego mózgu żal
Wróćmy do instrukcji. Te ze słuchu, dramat, już widzisz jak łatwo się rozkojarzyć, do tego nie wspomniałam o tym, że czasem słowa w języku którym władamy brzmią jakby nie miały żadnego sensu. Jak nie wiesz, że to „normalne” w Twoim wypadku to naprawdę można poczuć się jak obłąkany, czy tracący zdolności poznawcze. Jeśli już ustne instrukcje do nas trafią, to pierwsze – trzeba je zapamiętać, a potem „wyobrazić” i przełożyć na rzeczywistość. To potrafi spotkać się z mentalną ścianą. Barierą braku połączenia między RAMem a procesorem mózgu. Does not work, error i tyle.
To może instrukcje pisane? Jasne, spoko, najpierw trzeba móc skupić się na tym, żeby je przeczytać. A to może wiązać się z objawem opisywanym jako unikanie zadań wymagających długotrwałego wysiłku umysłowego. Ale nawet jak się człowiek zaweźmie i przeczyta, tu też może pojawić się bariera przełożenia słowa pisanego na działanie. Ja bardzo lubię instrukcje pisane, więc można by powiedzieć, że u mnie niema tego problemu, prawda? No nie do końca, bo lubię je tylko wtedy, gdy biorę leki. W innym wypadku siedzę, czytam i to jakiś obcy, kosmiczny język jest. Ja nie rozumiem. Mam naprawdę bogatą wyobraźnię, jestem w opór kreatywną osobą i uważam się za całkiem inteligentną, ale czasem jakby moje IQ uciekało wraz z każdym przeczytanym zdaniem. Trochę lepiej jest jak mam instrukcję w formie wideo, albo ktoś po prostu mi pokazuje. O ile się na tym skupię.
Może by tak to sko…
Albo nie stracę zainteresowania. Nie będę dzisiaj pisać o hiperfokusach i o fiksacjach, bo post ten i tak ma już kilometr a miał być wprowadzeniem do tematu ADHD, ale wart wspomnieć o tym, że jednym z objawów jest także to, że osoby z ADHD mogą mieć problem z kończeniem zadań, do których w końcu udało im się podejść. Nawet jeśli zaczęcie nie było trudne, to skończenie zadania czasem wydaje się niemożliwe. Perfekcjonizm, utrata zainteresowani, poczucie, że zadanie jest za trudne, za wymagające, za długie, za nudne, za stresujące, za po prostu. Po prostu za. Co ADHDowiec to to swoje „za” może mieć inne. Ale wszystkich nas łączy to, że mamy zaczęte milion opowiadań, prac plastycznych, projektów, segregowania dokumentów, ubrań, planowania wycieczek, rozpoczętych książek, filmów, seriali, kursów, studiów, listów, maili, zadań na studia, gier, porządków w szafie, szufladzie, nauki języków, grania na gitarze, segregowania rzeczy do oddania lub wyrzucenia… chyba łapiesz sens, nie?
Ciemność, widzę ciemność. Ciemność widzę!
To też wiąże się z problemem organizowania zadań i poniekąd także ślepotą czasową. Pierwsze nie pozwala do końca zorganizować swojej godziny, dnia, weekendu, tygodnia, miesiąca, kwartału, roku, życia. To bardzo trudne zebrać wszystkie rzeczy do zrobienia, nadać im priorytety i działać. Wiem, serio, wiem. Nie powiem, że na pewno da się, ale powiem, że mi przez lata udało się wypracować kilka systemów działania, ale o nich też może kiedy indziej. Bardzo trudno osobom z ADHD zarządzać tym co mają zrobić, a jeszcze jak mają to umiejscowić w czasie i ustalić ile realnie na to potrzeba… łatwo jest przeszacować lub niedoszacować. Wielu ADHDowców ma problem z byciem gdzieś na czas, mają poczucie, że się wyrobią i ta ślepota czasowa powoduje, że nierzadko mają z tego powodu konflikty z bliskimi, znajomymi, szefostwem, u lekarza, gdziekolwiek, gdzie liczy się punktualność. Ale też jest ta inna grup ADHDowców, która zawsze jest na czas lub przed czasem, czasem grubo przed czasem. I często ta, czasem wręcz chorobliwa, punktualność wynika z poczucia obowiązku, potrzeby spełniania norm nie spóźniania się nie dlatego (albo nie tylko dlatego), że tak wypada, ale dlatego, że nie chcą sobie pozwolić na to, żeby dopadły ich konsekwencje spóźnienia. Przede wszystkim te emocjonalne. Poczucie zawiedzenia kogoś, poczucie winy, wstyd, znów usłyszenie, że jest się nieodpowiedzialnym, leniwym, że się wszystko i wszystkich lekceważy. Często wiąże się to z tym, że jeśli danego dnia mają cos do zrobienia, np. o 15 to już od 8mej siedzą jak na szpilkach, albo nerwowo wykonują inne czynności. Często taki dzień jest „stracony”, bo nie da się zrobić nic innego, poza oczekiwaniem na dane wydarzenie. Trudno jest oderwać umysł od tego, że coś ma nastąpić. I z poczucia, że jak zniknie nam z oczu to o tym zapomnimy i z poczucia, że jest to ważne.
Są też osoby, które jednocześnie żyją z poczuciem ślepoty czasowej i natrętnym pilnowaniem czasu. Mówiłam, ADHD to spektrum objawów. I stąd też te 5 podtypów.
Nie-wirtualna nie-rzeczywistość
„Ślepota” nie dotyczy tylko czasu, ale także rzeczywistości. Nierzadko osoby z ADHD mają problem z utrzymaniem relacji, świadomością tego co posiadają, zapominaniem o rzeczach, które nie są codzienną rutyną, wypadaniem z zadań, szkoleń, kursów. Nie tylko dlatego, że to je nudzi. Ale z innego powodu. Ja to nazywam ślepotą rzeczywistości właśnie. Krótka dygresja i moja historia. Jako dziecko miałam poczucie, że świat, poza tym, który widzę, nie istnieje. Ze renderuje? generuje? się on jak w grze komputerowej (choć nawet nie miałam możliwości mieć pojęcie jak to w grze wygląda) na bieżąco przed moimi oczami. Oczywiście wiedziałam, że ludzie gdzieś tam są, istnieją, gdzieś są babcia, dziadek, koleżanki, koledzy, rodzice, gdy ich nie widzę. Ale poza świadomością, że są – nie istnieli. Jeśli czegoś lub kogoś nie ma obok mnie i nie wyskakuje mi, jak powiadomienie, regularnie to potrafię „zapomnieć”, że ten ktoś, albo to coś „jest”. Ja wiem, że dla osób nie rozumiejących tego stanu może brzmieć to okropnie, okrutnie, jak wymówka, ale to jest po prostu działanie mojego (i nie tylko) mózgu. I w mojej opinii, w moim doświadczeniu, jest to jeden z najgorszych objawów, bo wiąże się z ogromnym poczuciem osamotnienia we własnej rzeczywistości oraz ogromem wyrzutów sumienia, gdy o „istnieniu” kogoś lub czegoś sobie przypomnimy. To jest naprawdę cholernie trudne. A jeszcze gdy nałoży się z zaburzeniami osobowości. No nie polecam. Ale proszę o ogromną wyrozumiałość dla osób, które masz w swoim otoczeniu i się z tym mierzą. Oczywiście nie każdy ADHDowiec tak ma, ale moje doświadczenie mówi mi, że jest nas sporo.
Słopotok
Tych psychicznych czy psychologicznych, jak to ładniej ubrać nie wiem, objawów jest oczywiście więcej, ale to są takie podstawowe. Mamy też oczywiście te związane z nadpobudliwością fizyczną. Jeżu malusieńki, jaki ten wpis jest długi. Wybacz mi czytelniku, jeśli mas ADHD to pewnie przebrnięcie przez tą ścianę tekstu jest cholernie trudne. Chyba będzie trzeba nagrać o tym podcast dla osób, które odpadły. O, oto on malusieńki, bo go zatrzymałam, potok myśli, które poleciały jeszcze w stronę tego, że muszę wyjąć pranie i chyba wypakować zakupy, które odebrałam akapit temu i kurde klikam na tej klawiaturze już tyle stron i zmarzły mi ręce. Ręce, o miałam przecież posmarować je kremem, bo strasznie suche, ale jak suche.. o kurde pranie! Chyba trzebazamówić płyjn. bo się kończył. Coś się kończy coś się zaczyna. Ciekawe czy t3en wiedzmin 4 będzie spoko. Spoko loko, spokojnie jak na wojnie. aj stop. Dobra. Zaraz wracam, ten tego.
(Nie wypakowałam zakupów, czekały)
„Masz robaki w tyłku, że nie możesz usiedzieć w miejscu?”
Z objawów fizycznych, które towarzyszą osobom z ADHD, z elementami nadpobudliwości ruchowej, jest np. ciągłe wiercenie się, zmienianie pozycji, poruszanie elementami ciała, które tłumione powoduje niepokój, nerwowość i dodatkowe pobudzenie i rozkojarzenie. Często te ruchy nazywa się stimowaniem i aby je trochę bardziej okiełznać i kontrolować ADHDowcy świadomie lub nie świadomie sięgają po np. długopis do klikania, kostkę rubika, coś do ściskania, obracają pierścionkiem, kręcą kółka włosami, przebierają palcami rąk czy stóp (to drugie lepiej maskuje wśród ludzi). Stimowanie zwykle ma regulować lub rozładować napięcie, ale czasem nie wiąże się z negatywnym aspektem samopoczucia. Często w czasie skupienia „dzieje się ruch”. A czasem jest on po prostu. Ja np. jak słucham muzyki na ulicy to uskuteczniam lipsync (śpiewam bez głosu) albo po prostu drepczę, tańczę w miejscu lub przestrzeni. Nie umiem się nie ruszać, jak przestaję się ruszać to znaczy, że coś jest nie tak, coś mnie mocno stresuje, na tyle, że zamykam się w umyśle, odcinam od ciała. Nerwowe stimowanie trochę wycisza mi stosowanie leków. Ale jeśli całkiem zamieram, to znaczy, że coś jest mocno nie tak.
Dary słowne
Kolejną cechą, która może się objawiać jest nadmierna gadatliwość i jak możesz zaobserwować, chociażby tutaj, nie jest to kwestia tylko wypowiadania słów, ale także ich pisania. Potok myśli, milion rzeczy do przekazania, jak już ADHDowiec poczuje swój moment to może mieć problem zatrzymać się. I fajnie, jeśli inni chcą go słuchać, albo mówi coś co powiedzieć chce, a nie coś co „samo wyszło”, tzw. Oversharing i powiadanie, nawet obcym ludziom, rzeczy, które raczej chciało się zatrzymać dla siebie. Ale ze względu na nerwową sytuację i przymus zagadani ciszy, mogło wydarzyć się tak, że wyszły.
Nadmierna gadatliwość może wiązać się także z wyrywaniem do odpowiedzi bez pytania czy przerywaniem innym ludziom, kończenia za nich zdania, wcinanie się w zdanie. I często jest to postrzegane jako niegrzeczne i ciągłe ganienie, np. w dzieciństwie może doprowadzić do tego, że ADHDcowiem może całkiem wycofać się z mówienia, albo jak już dojdzie do głosu to patrz punkt wyżej, oversharing. Ten przymus, potrzeba powiedzenia czegoś tu i teraz często wynika faktu, że mamy poczucie, że jak teraz tego nie powiem, to kurwa zapomnę, ucieknie umknie, temat się zmieni. I jeśli tego nie powiem, to ani nie skupię się na tym co mówi ta druga strona ani nie wyciszę w głowie tego powtarzającego uparcie tą rzecz do powiedzenia głosu. Ciągle będzie to powtarzał aż… zapomni. I może okazać się, że ani nie słuchałam, ani nie wiem co chciałam powiedzieć. Dramat. To zapętlenie czegoś do powiedzenia potrafi tez czasem zaciąć umysł na pół dnia na jednym zdaniu i błogosławię smsy, messendzery i łotsapy, że mogę OD RAZU komuś to COŚ powiedzieć i wyrzucić to z głowy.
Zostaw diagnozę specjaliście
Wszystkie objawy, które opisałam związane są z oficjalną klasyfikacją (poza ślepotą rzeczywistości, tą rozciągnęłam pod problemy z czasem, ale także jest jednym z „klasycznych” objawów) DSM-5 i ICD-11. Ale jak już pisałam wyżej – nie każdy z ADHD je ma wszystkie i nie każdy z częścią lub większością lub pewnie nawet wszystkimi tymi objawami musi być w spektrum ADHD. Wiele zaburzeń osobowości czy chorób psychicznych wiąże się ze spektrum różnych objawów. Dlatego tak ważne jest by nie diagnozować się samemu i udać się do specjalisty. Nie unikać terapii, czasem najpierw przepracować różne rzeczy, by dopiero dokopać się do tego, co rzeczywiście jest objawem, a nie efektem jakiś innych problemów.
Chciałam tu jeszcze napisać o lekach, możliwościach terapii, reszcie tych kwestii ADHDowych, ale zostawię to na inny wpis bo 10 stron w Wordzie to chyba i tak stanowczo ogromne wyzwanie do przeczytania.
Następnym razem podejdę do tematu maskowania, współistniejących zaburzeń, możliwości radzenia sobie, może nawet wejdę w opisanie leków (oczywiście na podstawie badań naukowych oraz własnych – jasno zaznaczonych, doświadczeń). Na dzisiaj zostawiam Cię z wstępem w postaci opisu przede wszystkim objawów i jeśli widzisz u siebie podobieństwa do mojego opisu – pogadaj o tym z lekarzem specjalistą, psychiatrą specjalizującym się w ADHD, psychologiem. Oni najlepiej powiedzą Ci, czy warto Twoim wypadku podjąć się diagnozy. To samo, jeśli widzisz trudności u kogoś bliskiego. Nie stawiaj mu diagnozy samodzielnie. Zachęć do szukania odpowiedzi i pomocy u kogoś, kto się na tym zna.
Dziękuję Ci za Twój czas i za przebrnięcie przez mój potok słów. Naprawdę nie umiem krócej, bo nienawidzę brać się za coś po łebkach a i tak maksymalnie skróciłam swoje myśli. Każdy z objawów można jeszcze rozszerzyć np. o sposoby radzenia sobie, ale o tym kiedyś. A i zapomniałabym, na IG znajdziesz mój profil, który dopiero się rozwija – profil o tym jak JA radzę sobie w rzeczywistości AuDHD i co umniedziaua. Może zadziała u Ciebie? Zapraszam! A tymczasem…
Do następnego razu!
Dodaj komentarz