Aktualnie przeżywam swój renesans czytelniczy i sięgam po rzeczy, które są nie tylko knigą na studia mającą pomóc mi wejść na wyższy level świadomości zawodowej. Sięgam także po książki rozrywkowe, i jak w tym aktualnym omawianym temacie, po książki samorozwojowe. Do takich publikacji mam ostrożne nastawienie, ot niemało na rynku pierdolenia osób uważających, że wiedzą jak powinniśmy żyć żeby lepiej żyć i być lepszą wersją siebie. (Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!)
Książka „Pozwól im” Mel Robbins to przypadkowy zakup. Planowałam zakup „Historia na haju” (swoją drogą świetna ksiażka) i przypomnienia okazji postanowiłam dobrać coś do darmowej przesyłki. Książka Mel trafiła do koszyka dlatego, że spodobał mi się kolor okładki i nazwisko było mi znane z książki „Reguła 5 sekund”, którą miałam w ebooku i nigdy nie przeczytałam. Logiczne zatem, że wydałam znów pieniądze na 5 sekund, żeby mieć ją w papierze? (I tym razem przeczytać). W przesyłce znalazły się jeszcze „Atomowe nawyki”, które już tyle razy przebiegły mi przed oczami, że musiały zostać zakupione. Jeszcze nie przeczytane, ale w tym tempie jest szansa, że niedługo. Ale konkrety:
Książka „Pozwól im” ma bardzo prosty i wyrazisty przekaz. Z tytułu naprawdę można wiele wywnioskować, choć podróż przez słowa ładnie rozwija ideę pozwalając czytelnikowi przyswoić ją niemal bez wysiłku. To jedna z tych pozycji, które są praktyczne od pierwszych stron. Nawet jeśli jesteś dopiero na początku, w drugim czy trzecim rozdziale, już możesz zacząć działać. Teoria, a właściwie zasada „pozwól im”, jest tak intuicyjna i jasno przekazana, że od razu wchodzi w życie. Z jednej strony błyskotliwa, z drugiej – tak banalna, że człowiek zastanawia się, jak to możliwe, że wcześniej tego nie widział.
Książka napisana jest lekko – czyta się sama a pojawiające się powtórzenia działają raczej zakotwiczająco myśl, niż męcząco. Przez większość treści przebrnęłam płynnie, choć dla mnie ostatnie rozdziały, te dotyczące poszukiwania miłości życia, były najmniej interesujące. A mimo to wyciągnęłam z nich swoje lekcje i spojrzałam z boku na niektóre swoje zachowania i reakcje. Natomiast pierwsze trzy czwarte książki pochłonęłam z takim ogromnym wow. Wow. Wow. Wow.
Jak wspomnialam, jest lekka. Pewnie dałoby się ją przeczytać w jeden wieczór, ale ja robiłam to inaczej (głównie przez ograniczenia czasowe, ale też przemyślenia pojawiające się w czasie czytanja), rozdziałami lub po kilka stron na raz. I to, jak się okazało, było najlepsze, co mogłam zrobić. Bo w trakcie czytania od razu zaczęłam wprowadzać zasadę „pozwól im” w swoje życie. Po każdej sesji zastanawiałam się: jak to na mnie działa? jakie przynosi efekty? czy faktycznie potrafię tak funkcjonować na co dzień? Okazało się, że tak – i to zaskakująco dobrze. Przynajmniej póki co i mam nadzieję, że ten sposób działania zostanie ze mną na stałe.
Wpływ tej książki był na tyle duży, że nawet omawiałam temat „pozwól im” na terapii. I to było jak brakujący element układanki – coś, co zebrało do kupy cały ten chaos myśli, emocji i niekonkretnych działań związanych z pracą nad sobą w czasie i między spotkaniami z terapeutką. Nagle wszystko nabrało struktury i zaczęło mieć sens, ciąg logiczny. Wreszcie wiedziałam, jak to przełożyć na codzienne życie a nie tylko bawić się w filozofię na kamieniu.
Książka zaczyna się przypomnieniem „Reguły 5 sekund”, o której Mel Robbins napisała wcześniej wspomnianą książkę. Co ciekawe, dosłownie chwilę przed rozpoczęciem „Pozwól im” skończyłam czytać „Regułę 5 sekund”. Więc sięgnięcie po pierwszy rozdział zielonek książki było trochę jak przypomnienie skrótu życia autorki i podsumowanie tamtej książki w jednym.
Z jednej strony miałam wrażenie, że już 5 sekund znam, a z drugiej – że teraz rozumiem to głębiej. Gdybym miała polecić jedną z tych dwóch książek, bez wahania wybrałabym „Pozwól im”. Bo nie tylko pozwala zrozumieć Regułę 5 sekund w pierwszym rozdziale, ale też idzie o krok dalej, bokazuje, jak żyć w zgodzie z tym, co naprawdę Twoje. Jeśli ktoś chciałby temat rozszerzyć, może sięgnąć po obie, ale gdybym miała wybrać jedną – zdecydowanie tę.Nie miałam wobec niej żadnych oczekiwań. Myślałam, że to będzie kolejny poradnik w stylu „mniej się przejmuj, wszystko będzie dobrze, idź swoją drogą”. I po części – to właśnie to dostałam, ale w zupełnie innym opakowaniu. Z zupełnie innym mentalnym haczykiem. Nie jak kolejny frazes, tylko coś, co naprawdę działa. Jak mówiłam, miałam efekt wow. Zresztą, kiedy ja ostatnio recenzowałam jakąś książkę? Sto siedemnaście lat temu? Skoro ta się tu pojawia to znaczy, że zrobiła na mnie wrażenie. W tym wypadku bardzo pozytywne.
O czym w zasadzie książka rozprawia? O ludzkiej naturze potrzeby kontrolowania rzeczy niekontrolowalnych i podejmowaniu decyzji w sytuacjach, które uznajemy za beznadziejne. Przeprowadza przez relację z obcymi, bliskimi, z osobami którym chcemy pomóc i możemy pomóc oraz z osobami, którym chcemy pomóc i zrobić tego nie jesteśmy w stanie. Przeprowadza przez relacje romantyczne z innymi i relację z samym sobą. Uczy, a raczej otwiera oczy na rzeczy, które rzeczywiście są w naszym zasięgu. Jednym z bardziej zapadajacych mi w pamięć elementów była kwestia wyciągania motywacji z poczucia zazdrości i zamiana poczucia niższości na poczucie możliwości. Impuls do działania jest wszędzie tam, gdzie pozwolimy mu być. A jeśli połączymy to z reguły 5 sekund…
Okazuje się, że to naprawdę cholernie proste. Nie łatwe, jak podkreśla autorka, ale proste. Bez wymuszania, bez instrukcji „zrób tak i tak i będzie ideolo”, bez siedemnastu kroków do lepszego życia. Po prostu „pozwalasz im” i „pozwalasz sobie”. A wtedy rzeczy zaczynają się dziać. Nie same z siebie, zrządzeniem losu, nie poza Tobą, tylko dzięki temu, że zaczynasz działać świadomie, spokojnie, po swojemu.
Najgorsze jest to, że gdyby ktoś rekomendował mi tą książkę w sposób, który próbuję skleić tutaj, to mogłabym pomyśleć, że no jasne, na pewno, aha, elo. Nie wiem czy chcę marnować swój czas na kolejne „możesz wszystko”. A po przeczytaniu jej nie umiem znaleźć innych słów niż ten pochwalny ton.
Ale, zgodnie z zasadą, pozwolę Tobie podjąć decyzję, czy na podstawie mojej recenzji sprawdzisz, czy to kierunek dla Ciebie, a sobie pozwolę być dumną z siebie, że napisałam co poczułam i że przekazałam dalej coś co może być wartościowe dla innych.
A Ty, pozwolisz mi przekonać Cię do lektury i pozwolisz sobie sprawdzić, czy to pomoże Ci nie przejmować się rzeczami, na które nie masz wpływu i lepiej pożytkować swoje zasoby i możliwości?
Dodaj komentarz